Obóz letni Woziwoda

Rycerski Obóz w Woziwodzie

Dochodziło południe 27 czerwca roku Pańskiego 2016.

Przed zdumionymi oczami młodych pacholików przesuwały się niskie zabudowania borowiackiej osady nazywanej Tucholą, która ongiś za ośrodek handlu dla grodu kasztelańskiego w Raciążu służyła. Najęty w EuroTimie autobus żywo przemierzał przestronne gościńce kierując się w stronę nieopodal położonej siedziby nadleśnictwa Woziwoda.

Tam właśnie był cel ich podróży. Kiedy więc zostawili za sobą miejską zabudowę, a wieża kościoła Bożego Ciała nikła za horyzontem pól rozciągających się na pagórku, zaczęły otaczać ich coraz większe i gęstsze lasy.

Bory tucholskie, które przez najbliższe dwie niedziele miały dla naszych dzielnych młodzian stać się przyjaznym schronieniem, właśnie witały ich swoim urokiem. Smukłe sosny zdawały się prężyć swe piersi niczym wojsko stojące w równym szyku. Przydrożne krzewy odsłaniały co chwilę jakiś rąbek leśnej tajemnicy, a płochliwe zazwyczaj sarny, z ciekawością przyglądały się im stając na skraju lasu niczym młode panny w oknach wyglądające swoich rycerzy.

Kiedy już zagłębili się w owy bór na tyle, że czubki drzew przysłaniały sobą gorące promienie słońca, kierowca wprawnym ruchem skierował automobil w lewo a ten opuszczając asfaltowy gościniec począł się lekko kołysać pokonując z wolna leśny dukt. Za chwilę znaleźli się na dziedzińcu ukrytego w leśnej gęstwinie dworu.

– W szeregu, frontem do mnie, zbiórka! – padła komenda wydana donośnym głosem Przybocznego Rycerzy Maryi Wspomożycielki Wiernych.

Zakotłowało się wśród młodzieniaszków, którzy właśnie dobywali z bagażnika swoje liczne toboły, kufry i puzdra, i wnet wszyscy stali już na zbiórce głośno odliczając. Było razem koło czterdziestu osób.

Oprócz Samodzielnego Szczepu Harcerskiego „Ostoja” – czyli Rycerzy Maryi Wspomożycielki Wiernych (1BDH), Wędrownych Rycerzy (3BZH) i trzech dzielnych panien z zastępu Amorevolezza (2BZH), byli także śmiali zuchowie z ZHR-u, z 7 BGZ im. Pana Adama Niezgódki. Do tej całej rycerskiej braci należeli też wspaniali Ministranci z Parafii pw. św. Marka w Bydgoszczy.

Wszystkie uśmiechnięte twarze wpatrzone były teraz w ich oficerską kadrę, stojącą przed nimi. Był tam zacny Ksiądz Dobrodziej Bartłomiej Chmielewski, który nad świętomarkowymi ministrantami dzierżył gorliwą opiekę, choć już myśli jego biegły do Torunia, gdzie miał niebawem rozpocząć nową posługę i do Oazy, której właśnie został inspektorialnym moderatorem.

Był tam Kleryk Marcin Grabiec, nie pierwszy raz już wspomagający swoją instruktorską służbą obozy Ostoi. Był Kleryk Dominik Iwański z Bydgoszczy pochodzący, który swoją wychowawczą posługą przybył Księdza Bartłomieja wspierać. Był Przewodnik Remigiusz Wandziński, który choć jeszcze otoczony swoimi zuchami, już zdawał się za nimi tęsknić, bo właśnie niedługo miał do nowicjatu salezjanów wstąpić.

Był młody, lecz dobrze zapowiadający się wychowawca i opiekun rycerskiej młodzi Konrad Walczak. I wreszcie Przyboczny Andrzej, szlachetny panicz z Rodu Zarębów, który miał jako oboźny nad dyscypliną obozu czuwać. Całość swoim bacznym, acz przytępionym już wzrokiem obejmował brodaty komendant – ks. Adam Piotrowski, który Rycerzy Maryi Wspomożycielki Wiernych i Szczep Ostoja pięć lat wcześniej założył. Spoglądali wszyscy na niego bacznie, słuchając, co też ma się właśnie wydarzyć.

Wnet leśny dworzec, zieloną szkołą zwany, zaczął tętnić życiem. Zagospodarowano mieszkalne komnaty, które włącznie z małym fraucymerem były raczej żołnierskimi izbami podobnymi do cekhauzu, a nie przepysznych, dworskich alkierzy. Zaludniła się przestronna sala rycerska położona na parterze, która zwykle służyła także za jadalnię.

Urządzono tutaj i kaplicę, w której każdego dnia młode rycerstwo słuchało Mszy świętej przez księży dobrodziejów odprawianej. Otoczenie dworca pokryły różnobarwne materie rozstawionych tam namiotów, które służyły harcerzom za mieszkanie. W jednym z nich, najprzestronniejszym, mieściła się komenda, a w niej mieszkanie Komendanta i główna radiostacja.

Spomiędzy namiotów powyrastało kilka masztów antenowych, które pomagały rycerstwu w zapewnieniu łączności radiowej. Wszak pasmo obywatelskie, popularnie CB-radiem zwane, choć już przez wielu ludzi pochłoniętych internetową komunikacją zapomniane (z wyjątkiem grupy automobilistów), może jeszcze nieocenione usługi, razem z systemem PMR, rycerstwu w kniei oddawać.

Tak więc rozpoczęto ćwiczenia z radiołączności. Było także strzelectwo i trochę polską szablą szermierki. Nie obeszło się bez ćwiczeń z terenoznawstwa, samarytanki i licznych gier terenowych przez imć Kleryka Marcina przygotowanych. Pośród rozmaitych ćwiczeń dni upływały prędko.

Komendant wysyłał też rycerstwo na podjazdy i wypady w okolicę. Tak wyruszali więc do Wiela by pokłon rycerski Matce Bożej Pocieszenia, Najświętszej Panience, Królowej naszej oddać.

Ruszyli i do Szymbarka podziwiać osobliwości kaszubskiej kultury. Byli w Gniewie, gdzie po dziś dzień wznosi się zamek pobudowany przez Krzyżaków, a siedzibą polskich starostów później będący. Odwiedzili Pelplin składając hołd Matce Bożej Wniebowziętej i podziwiając przewspaniałą katedrę, razem z klasztorem kiedyś przez Cystersów zamieszkanym.

Ministranci zaś, pod wodzą swego sławnego Opiekuna, udali się na podróż drogą wodną, spływ czyniąc kajakowy wodami Warty, która tuż przy obozie naszym przepływała.

Co jakiś czas pojawiała się wśród tego młodego rycerstwa pewna zacna dama – smukła, o ciemnych włosach, przenikliwym spojrzeniu i pogodnym uśmiechu. Za każdym razem wzbudzała ciekawość i poruszenie. Zwykle przychodziła w mundurze leśnika, a czasem w zwiewnej sukni. Była to pani Dorota Rząska-Lis, pani tego leśnego dworu, zwana nieraz Królową Kniei. Dla swej mądrości, głębokiej wiedzy na temat lasu i ciekawych zajęć jakie prowadziła, darzona była uznaniem i szacunkiem.

Podczas tego obozu wielu harcerzy zdobyło liczne sprawności. Wszyscy zdobyli nowe doświadczenia i umiejętności. Zaprawili się w trudach i wyćwiczyli we wspólnych działaniach. Kilku złożyło swoje Przyrzeczenie Harcerskie, niektórzy zdobyli wyższe stopnie. Także kilku zuchów złożyło swoją Zuchową Obietnicę. Kiedy zaś słońce 9 lipca zmierzało ku zachodowi ostatni powracający z obozu w Woziwodzie witali swoje stęsknione w domach rodziny.

Na koniec zaś wiele rzeczy się pozmieniało. Ksiądz Bartłomiej Chmielewski, zgodnie z zakonnym posłuszeństwem, opuścił świętomarkowych ministrantów i zaczął posługę w salezjańskiej szkole w Toruniu. Kleryk Marcin Grabiec może jeszcze nam kiedyś potowarzyszy, ale teraz z Lądu przeniósł się do Oświęcimia, aby tam asystencję pełnić.

Przewodnik Remigiusz Wandziński opuścił Bydgoszcz i swoje zuchy, aby do nowicjatu salezjanów wstąpić. Zuchy im. Pana Adama Niezgódki, pozbawione drużynowego, opuszczą gromadnie ZHR aby do Szczepu Ostoja przystać. Młody pan ćwik Konrad Walczak będzie budował zastęp Wędrownych Rycerzy.

Przyboczny Andrzej, sprytny panicz z Rodu Zarębów został najmłodszym w Polsce Drużynowym. Zastępowy Husarii – Mateusz, rycerzyk miary Pana Wołodyjowskiego, młody panicz z Rodu Dąbrowskich stał się jego przybocznym. Opiekę nad Bydgoskim Gniazdem Szczepu Ostoja obejmie Jego Książęca Wysokość Mieszko Stary – czyli Ksiądz Dobrodziej Jacek Brakowski.

Piszący zaś te słowa Ksiądz Komendant Adam Piotrowski, chociaż nadal Komendantem Szczepu Ostoja pozostanie, przeniósł się już z Bydgoszczy do Kobylnicy, aby tam rozpocząć nową posługę w Parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa. Może więc powstanie tu nowe Gniazdo Szczepu Harcerskiego Ostoja.

Daj dobry Boże, aby ile drzew było w borach Rzeczypospolitej, ile kłosów kołysało się na jej łanach, ile gwiazd świeciło po nocach między Tatrami a Bałtykiem, tyle wstało Rycerzy Maryi Wspomożycielki Wiernych, którzy szlachtą będąc, łaską Bożą silni, do walki ze złem i pełnienia woli Bożej i przyrodzonego przywracania rzeczy porządku się rodzili.

Króluj nam Chryste!

Czuwaj!

Ks. Adam Piotrowski, Kobylnica 24 sierpnia, AD. 2016.

Aby zobaczyć zdjęcia z obozu harcerskiego w Woziwodzie, kliknij tutaj.

 


W dniach od 25 czerwca do 9 lipca 2016 roku trwał obóz harcerski 1 Bydgoskiej Drużyny Harcerzy Rycerzy Maryi Wspomożycielki Wiernych w Woziwodzie.

Od 25 czerwca do 2 lipca gościliśmy także ministrantów z parafii św. Marka, którzy przyjechali pod opieką ks. Bartłomieja Chmielewskiego sdb. Od 27 czerwca do 4 lipca obecne były także zuchy z 7 Bydgoskiej Gromady Zuchowej im. Adasia Niezgódki, pod opieką drużynowego Remigiusza Wandzińskiego.

Głównym koordynatorem obozu i opiekunem harcerzy był druh komendant ks. Adam Piotrowski sdb. Natomiast funkcję instruktora metodycznego pełnił alumn WSD TS z Lądu n. Wartą – kl. Marcin Grabiec.

W czasie trwania obozu odbyło się kilka wycieczek edukacyjnych: udaliśmy się do zamku krzyżackiego w Gniewie, gdzie pani przewodnik w niezwykle interesujący ciekawy sposób opowiedziała nam o wojnach polsko-krzyżackich oraz o historii zamków krzyżackich w Polsce.

Byliśmy także w Szymbarku, gdzie zobaczyliśmy m. in. najdłuższą deskę świata, najdłuższy stół świata i największy fortepian świata. Dowiedzieliśmy się także o historii polskich Sybiraków oraz mieliśmy okazję zobaczyć oryginalny domek dom osadników zesłanych na Syberię, który został przewieziony do Polski. Do obejrzenia były również wagony, którymi Polacy byli przewożeni do łagrów.

Na samym obozie odbywało się szkolenie z technik harcerskich. Zajęcia dotyczyły m. in. sygnalizacji, radiokomunikacji, szyfrowania, terenoznawstwa. Czas umilały nam wieczorne gry terenowe, które wymagały od nas znajomości poznanych w ciągu dnia umiejętności. Nie zabrakło oczywiście piosenek harcerskich i wspólnej uczty.

Chętne osoby doskonaliły się zdobywając kolejne sprawności harcerskie, wykazując się niezwykłą wytrwałością i mistrzostwem w technikach przetrwania w lesie. Dlatego też wiele osób zdobyło: Chatkę Robinsona, Przyjaciela Lasu oraz Leśnego Człowieka. Trzeba także wspomnieć o czterach harcerzach, którzy w ostatnich dniach obozu złożyli swoje Przyrzeczenia Harcerskie, oficjalnie wstępując w szeregi harcerstwa.

Tegoroczny obóz niewątpliwie był bardzo udany. Zarówno ministranci, zuchy, jak i harcerze wyjeżdżali z niego zadowoleni. Mamy nadzieję, że za rok spotkamy się na kolejnym wspólnym obozie.

ćw. Konrad Walczak