Promocja najnowszej książki Wiesława Trzeciakowskiego

Promocja najnowszej książki Wiesława Trzeciakowskiego

„Selbstschutz w Bydgoszczy i powiecie bydgoskim 1939-1940”

Prezentacja książki Wiesława Trzeciakowskiego odbędzie 21 marca 2017 o 11.30 w Bibliotece Humanistycznej UMK w Toruniu (Collegium Humanisticum) przy ul. Bojarskiego 1. Druga – w Bydgoskim Towarzystwie Naukowym dnia 23 marca 2017 o godz. 17:00 w sali im. W. Łochowskiego przy ul. Jezuickiej 2 w Bydgoszczy (szczegóły na plakacie poniżej).

 

Plakat promocja ksiązki

Słowo wstępne autora (fragment)

Dlaczego do tej pory nie ma polskiej monografii o Selbstschutzu? Rozmawiałem na ten temat z prof. Mirosławem Golonem (dyr. IPN/Oddział w Gdańsku) u nas w bydgoskim archiwum. Postawiliśmy diagnozę, dlaczego taka monografia do tej pory nie ukazała się, choć nic nie stało na przeszkodzie, by takie badania, zarówno analityczne, jak syntetyczne, zostały podjęte. Także za czasów PRL to było możliwe, gdyż nie była to zakazana tematyka jak np. działalność UB, Katyń lub Żołnierze Wyklęci, nie było w tym przypadku dwóch obiegów informacji, wbrew temu, co twierdzi prof. Włodzimierz Jastrzębski – rzekomo dwie wersje, „szacunkowa i precyzyjna”, czyli szacunkowa duża, a precyzyjna mała, tzn. realna, zaś ktoś, kto inaczej postępował, jak uważa W. Jastrzębski, „był wrogiem polskiej racji stanu”

(W.Jastrzębski, Selbstschutz na ziemiach polskich w latach 1939–1940, stan badań i perspektywy badawcze, w: Zapomniani kaci Hitlera.  Volksdeutscher Selbstschutz w okupowanej Polsce 1939–1940. Wybrane zagadnienia, IPN, Bydgoszcz-Gdańsk 2016, s. 297). Jastrzębski dobrze wie, że żadnej „precyzyjnej” liczby ofiar nie było i nadal nie ma, choć jesteśmy już coraz bliżej tej liczby, między innymi także dzięki mojej pracy Śmierć w Bydgoszczy 1939–1945. Prof. Jastrzębski wie także, jako dawny pracownik aparatu propagandy PZPR i wykładowca ideologii marksizmuleninizmu w Bydgoszczy, że władze komunistyczne nie miały powodu ograniczać lub zakazywać bądź fałszować badań historycznych na temat zbrodni niemieckich w latach 1939–1945, przeciwnie, popierały bardzo takie badania, z czego korzystał także W. Jastrzębski jako młody historyk, autor m.in. książki Terror i zbrodnia.

Skala tych zbrodni rzeczywiście była wielka i przerażająca. Stosowano więc metodę, że lepiej podać więcej w szacunku, niż za mało, a pisali tak nie tylko historycy, ale dziennikarze, ludzie ówczesnej propagandy, którzy nie znali dokładnych liczb i mogli sobie pofantazjować. I tak powstały te sprzeczne a nawet niedorzeczne liczby.

Problem polegał zgoła na czymś innym niż uważa W. Jastrzębski: to sami historycy nie potrafili ustalić realnych liczb i rzadko to robili na podstawie nazwisk ofiar, chyba że były znane dzięki pracom Komisji Badania Zbrodni Niemieckich (potem Hitlerowskich), poza tym łatwiej jest przyjąć ogólne szacunki liczbowe i pisać ogólniki niż zagłębiać się w szczegółach, szukać nazwisk, przerzucać sterty akt w archiwach, przeglądać kartoteki meldunkowe, akta USC i sądowe, akta niemieckich obozów, więzień i szpitali psychiatrycznych (akcja tzw. eutanazji), szukać tych nazwisk i losów ofiar polskich nie tylko w Polsce. Zaraz po wojnie ustalenie takich liczb nie było możliwe, ale pod koniec lat 60-tych XX w. tak.

Można było wówczas ustalić stopniowo coraz większe listy imienne ofiar bydgoskich, i nie tylko tutaj, gdyż to było zaledwie kilkanaście lat po wojnie, żyli świadkowie wojny i okupacji, a szczególnie najbliżsi z rodzin ofiar dobrze wiedzieli, kto z ich rodziny zginął, tak czy nie? W bydgoskim archiwum są sporządzone zaraz po wojnie kwestionariusze dotyczące spraw odszkodowawczych (ponad 15 tysięcy, w aktach Zarządu Miejskiego w Bydgoszczy 1945–1950).

Odnotowano w nich wszelkie zgłaszane straty: mordy w latach 1939–1945, pobicia przez okupantów niemieckich, wypędzenia z mieszkań i domów, kradzieże, konfiskaty, okaleczenia, pobyt w więzieniach i obozach niemieckich, roboty przymusowe w Rzeszy, utratę zdrowia wskutek eksperymentów medycznych lub warunków życia w obozach, itd. Można było z nich pozyskać dokumentację imienną, relacje, a od rodzin dokumenty, zdjęcia ofiar.

Częściowo to zrobiono i to głównie dzięki Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Bydgoszczy, oraz takim historykom jak prof. E. Serwański z Poznania i R. Kuczma z Bydgoszczy. Te wywody W. Jastrzębskiego tłumaczące, dlaczego do tej pory nie ma polskiej monografii Selbstschutzu, mają na celu usprawiedliwienie, dlaczego np. on sam tego nie zrobił bądź nie był w stanie zrobić przez kilkadziesiąt lat, a mógł, szczególnie wtedy, gdy był wieloletnim dyrektorem instytutu historii bydgoskiej uczelni, która w 2005 roku stała się uniwersytetem, tak samo był tutaj długoletnim profesorem, głównym i bodaj jedynym specjalistą od okresu wojny i okupacji.

Miał zatem W. Jastrzębski w czasach PRL władzę organizacyjną, kadrową i naukową, by takie badania przeprowadzić sam lub zespołowo i w końcu wydać monografię polską o Selbstschutzu. To było bez wątpienia odpowiednie zadanie dla doświadczonego historyka z tytułem profesora.

Wkrótce po rozmowie z prof. M. Golonem, otrzymałem zaproszenie IPN na konferencję o Selbstschutzu Westpreussen /Samoobrona Prusy Zachodnie/, którą firmował IPN i zorganizował w Bydgoszczy pod nazwą: Konferencja naukowa „Samoobrona Niemiecka (der Volksdeutsche Selbstschutz) w okupowanej Polsce w 1939 roku w dniach 26–27 listopada 2014, z dużym udziałem prokuratora M. Góry z Gdańska (Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku), jak piszą o tym redaktorzy publikacji (T.S. Ceran i I. Mazanowska).

To był pierwszy ważny krok nauki historycznej w kierunku powstania monografii, której wciąż nie ma, choć wydarzenia związane z działalnością Selbstchutzu należą do najważniejszych pod względem historycznym (i prawnym, dot. odpowiedzialności za mordy), związanych z jesienią 1939 i dalszymi miesiącami następnego roku. Zadeklarowałem wsparcie jako pracownik bydgoskiego archiwum, autor pracy Śmierć w Bydgoszczy 1939–1945 (3 wyd. poszerz. 2013) i napisanie własnego referatu o Selbstschutzu w Bydgoszczy i powiecie bydgoskim.

Takiego naukowego opracowania też do tej pory nie było.

Kiedy otrzymałem oficjalne zaproszenie z tematyką i autorami referatów, stwierdziłem, że słowo wprowadzające do tej konferencji ma wygłosić właśnie prof. W. Jastrzębski. W tej sytuacji odmówiłem udziału w konferencji. Postanowiłem napisać własną książkę, która stanowi kontynuację badań zawartych w publikacji „Śmierć w Bydgoszczy 1939-1945” ( 3 wyd. 2013) , i taka jest jej geneza.